Nowy miesiąc rozpoczynam w Madrycie :-)
Na śniadanie tosty, a do nich wkład wegetariański wkład i jajko sadzone. Do popicia, jak to w Madrycie, czekolada :-) To wszystko przy stoliku na Plaza de Jacinto Benavente, bardzo blisko mojego hostelu. Z tarasu obserwuję jak miasto budzi się do życia.
Ja pobudzony czekoladą, wybieram się na spacer przez śródmieście. Najpierw odwiedzam znany mi już Puerta del Sol. Z tego miejsca zaczynam spacer przez wielkomiejski Madryt. Calle de Alcalá (najdłuższa i jedna z najstarszych ulic w mieście) prowadzi mnie w kierunku Plaza de Cibeles. Mijam imponujące kamienice i budynki publiczne. Chyba najbardziej charakterystyczny to Edificio Metrópolis. Znajdujący się u rozwidlenia Calle de Alcalá i Gran Vía biurowiec z początku XX w. zachwyca fasadą, rzeźbami i wielką, złotą kopułą z figurą Wiktorii na szczycie.
Około 9:30 jestem na Plaza de Cibeles. Na środku fontanna Cibeles, a przy placu Palacio de Comunicaciones, Banco de España i Casa de América (niestety zasłonięta rusztowaniami). Z ciekawostek, to może to, że w Banco de España znajduje się olbrzymia kolekcja dzieł Goi, Zurbarána i współczesnych, niestety nie dostępna dla zwiedzających. Pogoda wyśmienita, chociaż, o zgrozo, obawiam się, że będzie za ciepło na spacerowanie po mieście :-)))
Na placu skręcam w lewo w Paseo de Recoletos. Szeroka aleja, ładnie zadrzewiona pośrodku prowadzi mnie do pierwszego z dzisiejszych muzeów. Po lewej i prawej stronie piękne budynki. Przede mną Plaza de Colón z Monumento a Colón. Może nie tak charakterystyczny jak ten w Barcelonie, ale ciągle piękny. Po prawej El Casino de la Reina mieszczący bibliotekę i moje Museo Arqueológico Nacional. Wstęp bezpłatny - super. Niestety muzeum w trakcie przebudowy, więc wystawa mocno ograniczona, a zbiory ma ogromne :/ Ograniczona?! Zwiedzanie zajęło mi około godzinę.
Następne muzeum w planie to Museo Nacional de Ciencias Naturales. Aby dostać się na wystawę, kontynuuję spacer na północ Paseo de la Castellana. Jest co raz cieplej :-) Na alei niby spokój, ale praca wre. Służby pracują nad pięknym wyglądem miejskiej zieleni. A ja po parunastu minutach docieram pod muzeum. Otoczone już szkolnymi autokarami, w środku kolejka szkolnych grup. Do zobaczenia jest spora liczba wypchanych zwierząt, szkieletów, zasuszonych owadów i tym podobne :-)
Kolejne będzie Museo de América. a docieram tam idąc na zachód Calle de José Abascal. W Europie nie ma lepszego miejsca, aby poznać historię Ameryki z czasów przed Kolumbem. Nawet to, że wystawa jest po hiszpańsku nie przeszkadza, żeby świetnie zorientować się w najróżniejszych aspektach życia Amerykanów. Mi zajęło to 2 godziny, w tym przerwa na kawę :-)
Wizyta w muzeach była dobrym pomysłem, bo zaczyna się robić niezły upał. Do starego miasta wracam przez Parque del Oeste. Gdzieś pół godziny i jestem na wielkomiejskiej Plaza de España. Ale chwile wcześniej w parku byłem przed Templo de Debod. Ta świątynia egipska z II wieku p.n.e. została podarowana Hiszpanii za pomoc udzieloną przy ocalaniu świątyń w Nubii. Przeniesiona z okolic Asuanu, była zagrożona zniszczeniem, gdy budowano ujęcia wody.